Czy wyobrażaliście sobie może kiedyś jak będzie wyglądać świat za 40 lat?
Rok 2050
Ludzie zostali zmuszeni do opuszczenia Ziemi. Sami się po części do tego przyczynili, ciągłe unowocześnienia, które miały ułatwiać i polepszać nasze życie, niszczyły nasz dom . Matka Ziemia w końcu się zbuntowała i powiedziała nam wprost "Jeśli macie mnie tak traktować, to lepiej będzie jeśli opuścicie to miejsce". Nasza planeta już nie nadawała się do zamieszkania. Wyniszczona ziemia na, której nic już można było uprawiać, powietrze, które paliło płuca. Człowiek znalazl też w końcu swojego wroga. Od setek lat uważaliśmy, że to my jesteśmy najinteligentniejszymi i najsilniejszymi stworzeniami, a co bardziej zabawne uważaliśmy, że tylko my jesteśmy jedyną rasą rozumną we wszechświecie.
W połowie XXI wieku dowiedzieliśmy się jak bardzo myliliśmy się my i nasi przodkowie. Pojawiły się nowe istoty, znacznie od nas silniejsze nazywały się , Spears. Budową przypominały ludzi. Miały dwie nogi i dwie ręce , jednak nie miały stóp. Kończyny miały zakończone szpikulcami, które wbijały się w ziemię kiedy po niej stąpały. W prawej dłoni trzymały zawsze coś co wyglądało jak włócznia. Całe ciało miały pokryte czerwonym, grubym pancerzem przez, który nie można było się przebić. Jedynym sposobem na zabicie ich było odcięcie głowy, w miejscu gdzie elementy pancerza łączyły się ,a dokładniej na karku.
Ludzi i część zwierząt przesiedlono na specjalne statki, każdy z nich był jak osobne miasto. Było na nim wszystko co było potrzebne ludziom do przetrwania. Jednak to wszystko było sztuczne. Nowe pokolenie, które od urodzenia żyje pod szklaną kopułą nie odczuwa tej tęsknoty za prawdziwym niebem, wodą i roślinami. Efektem życia w tym sztucznym świecie były drobne zmiany w wyglądzie wszystkich żywych istot. Główną zmianą była zmiana koloru. Niektóre drzewa zrobiły się fioletowe lub niebieskie, kwiaty miały inne barwy niż przedtem, i czarne róże, frezje, zwierzęta z różnokolorowym futrem i ludzie z oczami i włosami we wszystkich kolorach tęczy. Ktoś by powiedział, że ten świat jest kolorowy. Tak jednak nie bylo. Mimo tych wszystkich kolorów, ten świat nie był taki.
Rok 2070
Na jednym ze statków, Lowland żyła dziewczyna. Pochodziła z przeciętnej rodziny, która z pokolenia na pokolenie zajmowała się kwiaciarnią. Stąd tez jej imię, Freesia. Była to mierząca sto siedemdziesiąt centymetrów ,szesnastolatka. Miała długie, sięgające do pasa włosy, w dwóch kolorach. Jasno zielone końcówki, a reszta, aż po czubek głowy,śnieżnobiała. Jest oczy były zielone jak trawa. Różniła się bardzo od swoich rówieśników, może nie tyle co wyglądem , co zachowaniem. Większość osób w jej wieku, wychodziła ze znajomymi do kina albo wpatrywała się w ekran monitora lub komórki. Ale ona była inna. Wolała leżeć na trawie, patrzeć w te sztuczne , błękitne niebo i marzyc o tym, aby kiedyś ujrzeć prawdziwe piękno natury. Jej życie nie było zbyt ciekawe, szkoła, dom, kwiaciarnia, oglądanie otoczenia w samotności. Lecz pewnego dnia wszystko się zmieniło.
W tym dniu Freesia znalazła pewną rzecz. Była ukryta między starymi drzewami, porośniętymi mchem. Tą rzeczą było wielkie, fioletowe jajo w białe cętki.
Ludzi i część zwierząt przesiedlono na specjalne statki, każdy z nich był jak osobne miasto. Było na nim wszystko co było potrzebne ludziom do przetrwania. Jednak to wszystko było sztuczne. Nowe pokolenie, które od urodzenia żyje pod szklaną kopułą nie odczuwa tej tęsknoty za prawdziwym niebem, wodą i roślinami. Efektem życia w tym sztucznym świecie były drobne zmiany w wyglądzie wszystkich żywych istot. Główną zmianą była zmiana koloru. Niektóre drzewa zrobiły się fioletowe lub niebieskie, kwiaty miały inne barwy niż przedtem, i czarne róże, frezje, zwierzęta z różnokolorowym futrem i ludzie z oczami i włosami we wszystkich kolorach tęczy. Ktoś by powiedział, że ten świat jest kolorowy. Tak jednak nie bylo. Mimo tych wszystkich kolorów, ten świat nie był taki.
Rok 2070
Na jednym ze statków, Lowland żyła dziewczyna. Pochodziła z przeciętnej rodziny, która z pokolenia na pokolenie zajmowała się kwiaciarnią. Stąd tez jej imię, Freesia. Była to mierząca sto siedemdziesiąt centymetrów ,szesnastolatka. Miała długie, sięgające do pasa włosy, w dwóch kolorach. Jasno zielone końcówki, a reszta, aż po czubek głowy,śnieżnobiała. Jest oczy były zielone jak trawa. Różniła się bardzo od swoich rówieśników, może nie tyle co wyglądem , co zachowaniem. Większość osób w jej wieku, wychodziła ze znajomymi do kina albo wpatrywała się w ekran monitora lub komórki. Ale ona była inna. Wolała leżeć na trawie, patrzeć w te sztuczne , błękitne niebo i marzyc o tym, aby kiedyś ujrzeć prawdziwe piękno natury. Jej życie nie było zbyt ciekawe, szkoła, dom, kwiaciarnia, oglądanie otoczenia w samotności. Lecz pewnego dnia wszystko się zmieniło.
W tym dniu Freesia znalazła pewną rzecz. Była ukryta między starymi drzewami, porośniętymi mchem. Tą rzeczą było wielkie, fioletowe jajo w białe cętki.
___
To pierwszy raz kiedy piszę takie opowiadanie. Zwykle pisałam tylko....yaoi. xD Pewnie nie tylko ja wpadłam na pomysł, aby połączyć sci-fi z fantasy...a może tylko ja? Nie ważne, mam nadzieje, że spodoba się wam moje opowiadanie.